BADANIA SĄ DOBRE NA WSZYSTKO

Dodał: / poniedziałek, 17 Czerwiec 2013 / Kategorie: Blog, Ewaluacja, Metody pracy, wychowanie

W ostatni piątek na zajęciach z ewaluacji wewnętrznej dla nauczycieli planowaliśmy działania „na poniedziałek”, czyli dzieliliśmy się rozmaitymi pomysłami na to, co zrobić z treściami szkolenia w samej szkole. Jedna z uczestniczek, Jolanta Kobierska z białostockiego gimnazjum nr 7  rzuciła wspaniałą myśl, którą niżej – za jej zgodą – spróbuję rozwinąć.

Otóż idzie o to, aby w szkole stworzyć klub ucznia ewaluatora albo po prostu koło badań społecznych. Nikogo z nauczycieli WOS nie muszę przekonywać, że rozmaite formy badań to jest to, co nasze uczniowskie tygrysy lubią najbardziej. Kłopot raczej w tym, że nierzadko oferujemy im dość tradycyjne pomysły, a to mianowicie ankiety będące uzupełnieniem poszukiwań w ramach choćby gimnazjalnego projektu. I badawczy zapał trafia w próżnię… A przecież i sama przyjemność naukowych dociekań, i fakt, ze dotyczą one rzeczy bliskich i przez to ciekawych, i to wreszcie, że zawsze można liczyć na wdzięczną publiczność (bo każdy chce wiedzieć, co myślą koledzy z korytarza), powinno nam gwarantować sukces.

Pomysł Joli Kobierskiej kojarzy więc  ewaluację wewnętrzną z metodą o ciągle niewykorzystanym na WOSie potencjale. I myślę sobie, że to zestawienie może nadać obu przedsięwzięciom zupełnie nowy impet. Powodów widzę kilka:

1.  Badania społeczne prowadzone przez uczniów i wykorzystywane w ewaluacji wewnętrznej przestają być (skądinąd znakomitą) sztuką dla sztuki, a zaczynają być głosem w debacie o szkole, angażują w odpowiedzialność za wspólnotę, dają poczucie wpływu.

2. Analiza danych pozwala dostrzec (nie)oczywistość obiegowych poglądów nt. tego „jaka jest moja klasa/szkoła”, otworzyć dyskusję o tym, co wpływa na taki lub inny kształt opinii.

3. Poprzez żywe zaangażowanie dzieci uczniowskie badania ewaluacyjne zwiększają też szansę na wciągnięcie w szkolne sprawy rodziców.

4. Przygotowywanie narzędzi, a potem refleksja nad danymi jest kuźnią obywatelskiej świadomosci na progu świata, gdzie „opinia publiczna” i „97% respondentów” staje się argumentem zarówno przy wybieraniu szamponu, jak i rozstrzyganiu najistotniejszych kwestii moralnych, a sondaże miewają charakter samospełniających się proroctw.

5. Szersze wykorzystanie w badaniu ewaluacyjnym metod jakościowych rozwija zdolności interpersonalne oraz zmysł obserwacji.

Krótko rzecz biorąc taki klub uczniów-badaczy zdaje się dobry na wszytsko albo na prawie wszystko. Nie chcę już popadać w nadmierny entuzjazm, bo pamiętam jak skontrowała mnie kiedyś na lekcji Zosia M., uczennica tyleż rezolutna, co cicha, gdy wygłosiłem pochwałę stowarzyszania się. „Jest przynajmniej jedna rzecz fajniejsza, niż tworzenie stowarzyszeń. To walka z kryzysem demograficznym, panie profesorze.”

Tak czy siak pomysł z Białegostoku wart jest rozwijania i nie spocznę, zanim w kilku jeszcze wpisach nie podzielę się swoimi uwagami o ciekawych narzędziach badawczych i intrygujących pytaniach, które można postawić w uczniowskiej ewaluacji.

 

TOP