Wykształcenie jest tym, co przetrwa, kiedy już zapomnimy to, czego się nauczyliśmy. (B.F.Skinner)

PERŁA W KORONIE

piątek, 26 Lipiec 2013 Dodał:

Są w szkole przedmioty lepsze i gorsze. Możemy udawać, że tak nie jest, możemy pomstować na niesprawiedliwość, ale dzieci w szkole dowiadują sie tego najpóźniej w czwartej klasie, zwykle od samych nauczycieli. Listę „ważnych” i „michałków” zna każdy, lokalnie – z uwagi na profil szkoły lub osobowość nauczyciela – jakiś przedmiot wędruje do pierwszej ligi albo z niej spada. Poza szkołami sportowymi WF traktowany jest – nomen omen – per noga. Niedobrze i to nie dlatego, że „dzieci mają krzywe kręgosłupy”. W każdym razie nie ten argument za kulturą fizyczną w szkole wydaje mi się kluczowy.

Trzeba powiedzieć i to, że sami wuefiści bywa mordują swój przedmiot zmieniając go niekiedy w forsowną gimnastykę lub w rodzaj musztry, niekiedy w zaangażowaną pracę tylko nad sukcesami tych, co „dobrze rokują”, niekiedy zaś w demoralizujący spektakl rozpoczynający się od słów „Macie tu piłkę. Pokopcie se”.

No i – zanim wygłoszę pochwałę szkolnego gimnastykowania się – wspomnę jeszcze o

NA KONIEC ROKU SZKOLNEGO (Z PATOSEM)

poniedziałek, 01 Lipiec 2013 Dodał:

Kto był w szkole 28 czerwca ma jeszcze przed oczyma rozmaite gesty wdzięczności, powtarzane rok w rok. Te wyuczone, wyrażone w drętwej mowie wierszyków. Te śmieszno-straszne, odwrotnie proporcjonalne do wielkości bukietu. Wreszcie i te, których nie zdołali po swojemu zaprogramować wychowawcy i rodzice:  mocne i proste, jak uścisk ręki i porozumiewawcze spojrzenie albo jak  laurka. Chciałbym do tej lawiny dodać jeszcze jedno podziękowanie. Dla pewnej zapomnianej…

Pomiędzy utworami Adama Zagajewskiego jest jeden, nie o szkole zgoła, a nazywa się „Pisanie wierszy”. To niezwykły zbiór poruszających obrazów – każdy pokazuje pełne napięcia zmaganie z Rzeczywistością, z którego wychodzisz jak Jakub ze spotkania z Aniołem: z błogosławieństwem i okulawiony.

Niekiedy, tak jak teraz z końcem roku szkolnego, mam wrażenie, że ten wiersz mógłby też nosić tytuł „Uczenie w szkole”. Gdy pustoszeje klasa

BADANIA SĄ DOBRE NA WSZYSTKO

poniedziałek, 17 Czerwiec 2013 Dodał:

W ostatni piątek na zajęciach z ewaluacji wewnętrznej dla nauczycieli planowaliśmy działania „na poniedziałek”, czyli dzieliliśmy się rozmaitymi pomysłami na to, co zrobić z treściami szkolenia w samej szkole. Jedna z uczestniczek, Jolanta Kobierska z białostockiego gimnazjum nr 7  rzuciła wspaniałą myśl, którą niżej – za jej zgodą – spróbuję rozwinąć.

Otóż idzie o to, aby w szkole stworzyć klub ucznia ewaluatora albo po prostu koło badań społecznych. Nikogo z nauczycieli WOS nie muszę przekonywać, że rozmaite formy badań to jest to, co nasze uczniowskie tygrysy lubią najbardziej. Kłopot raczej w tym, że nierzadko oferujemy im dość tradycyjne pomysły, a to mianowicie ankiety będące uzupełnieniem poszukiwań w ramach choćby gimnazjalnego projektu. I badawczy zapał trafia w próżnię… A przecież i sama przyjemność naukowych dociekań, i fakt, ze dotyczą one rzeczy bliskich i przez to ciekawych, i to wreszcie, że zawsze można liczyć na wdzięczną publiczność (bo każdy chce wiedzieć, co myślą koledzy z korytarza), powinno nam gwarantować sukces.

Pomysł Joli Kobierskiej kojarzy więc  ewaluację wewnętrzną z metodą o ciągle niewykorzystanym na WOSie potencjale. I myślę sobie, że to zestawienie może nadać obu przedsięwzięciom zupełnie nowy impet. Powodów widzę kilka:

CZY DOBRE OCENY ZAWSZE SZKODZĄ?

sobota, 15 Czerwiec 2013 Dodał:

Wszystko zaczęło się w klasie 2 szkoły podstawowej na zebraniu rodziców. To była klasa mojej starszej córki i grupa rodziców zażądała tam wprowadzenia ocen. „Będzie wiadomo, jak moje wypada na tle innych” – mówiła jedna z mam. „Oceny zmotywują je do nauki” – przekonywała inna. Głupstwo goniło głupstwo.

Kłopot w tym, że ten model myślenia, który zakłada, że zewnętrzna nagroda jest właściwą motywacją upowszechnia się także wśród nas nauczycieli. W desperacji opowiadamy, jakie nadzieje pokładamy we wręczaniu znaczków, naklejek, liczeniu punktów i wystawianiu ocen. „I to przyniosło efekty” – słyszę nieraz konstatację, od której cierpnie mi skóra. Te „sukcesy” mogą się bowiem okazać zabójcze dla wewnętrznej motywacji dzieci. Uzyskujemy krótkotrwałą satysfakcję, ale dzieci tracą.

Nagrobek motywacji wewnętrznej albo tzw. tablica motywacyjna (Źródło: Internet)

Nagrody zewnętrzne prowadzą do efektu „nadmiernego uzasadnienia”. W znanym eksperymencie dwóm grupom dzieci zaproponowano malowanie, ale w jednej za rysunek nagradzano dyplomem, w drugiej zaś zrezygnowano z jakiegokowiek wzmocnienia. Badacze obserwowali następnie, jak zachowywały się tak warunkowane dzieci, kiedy przestano je nagradzać. O zgrozo dostrzegli, że te, które otrzymywały dyplomy przestały spontanicznie podejmować aktywność, a te, które rysowały „bez nagrody” nadal chętnie to czyniły dla samej przyjemn

ości malowania. Motywacja zewnętrzna zabiła wewnętrzną.

To dlatego drżę, kiedy moja młodsza córka przynosi ze szkoły zdobycz w postaci „słoneczka” czy „zielonego światełka”.

Jak chciałbym, aby moje dzieci były motywowane?

Bliski mi jest model Kellera. Jestem zmotywowany do nauki, kiedy spełnione są cztery warunki, a mianowicie:

TOP