JASNOŚĆ

Dodał: / sobota, 01 Czerwiec 2013 / Kategorie: Blog, Lektury, wychowanie

W świetnej książce Daniela J. Siegla „Rozwój umysłu” (Kraków 2009), o której pewnie jeszcze kiedyś napiszę, znalazłem taką myśl lekarza, dra Roberta Stollera (w tłumaczeniu R.Andruszki):

Niemniej, w dążeniu do jasności tkwi pewna przyjemność, z której dopiero teraz zdaję sobie w pełni sprawę. Niekiedy, skracając zdanie do niezbędnego minimum, stwierdzam, że przekształca się ono w pytanie, paradoks lub żart (będące odmiennymi stanami tej samej rzeczy, tak jak lód, woda i para wodna). Co za ulga: jasność zadaje pytania; nie udziela odpowiedzi.

 Ta uwaga(z istotnym jednak zastrzeżeniem: niekiedy, które chroni przed mnożeniem pytań, tam, gdzie sytuacja domaga się działania) zdaje mi się ważną przestrogą nie tylko dla piszących, ale i dla nauczyciela, który szuka odpowiedniego słowa dla opisania swojego wychowanka.

Znam takie opisy uczniów (jak najsłynniejszy pośród nich: zdolny, ale leniwy), które zwodzą prostotą. Narzucają się tym szybciej im liczniejsi są uczniowie i im pilniejsza potrzeba diagnozowania (tak się dzieje np. podczas rad pedagogicznych).   Mój belgijski znajomy nauczyciel powiada: są słowa-klucze, które zamykają wszystkie drzwi. W języku wychowawcy występuje ich mnóstwo: buntownik, dobre dziecko, nie poleci, z takiego domu, zrobię z niego… Jasność takich fraz  jest pozorem i nie daje żadnej przyjemności.

Jasność, o której pisze Stoller, polega na czym innym. Chodzi o moment, w którym widzę dziecko dokładnie i właśnie dlatego widzę je we wszystkich sprzecznościach i niekonsekwencjach jego i moich działań. Uprzytamniam sobie wówczas, że dziecko nigdy nie jest, ale zawsze staje się. I w tej jasności, otwartej na zaskoczenie, zmianę, paradoks mogę dopiero z sensem działać. Dziecko to jednak heraklitejski żart. Co za ulga.

TOP