PERŁA W KORONIE

Dodał: / piątek, 26 Lipiec 2013 / Kategorie: Blog, Metody pracy, wychowanie

Są w szkole przedmioty lepsze i gorsze. Możemy udawać, że tak nie jest, możemy pomstować na niesprawiedliwość, ale dzieci w szkole dowiadują sie tego najpóźniej w czwartej klasie, zwykle od samych nauczycieli. Listę „ważnych” i „michałków” zna każdy, lokalnie – z uwagi na profil szkoły lub osobowość nauczyciela – jakiś przedmiot wędruje do pierwszej ligi albo z niej spada. Poza szkołami sportowymi WF traktowany jest – nomen omen – per noga. Niedobrze i to nie dlatego, że „dzieci mają krzywe kręgosłupy”. W każdym razie nie ten argument za kulturą fizyczną w szkole wydaje mi się kluczowy.

Trzeba powiedzieć i to, że sami wuefiści bywa mordują swój przedmiot zmieniając go niekiedy w forsowną gimnastykę lub w rodzaj musztry, niekiedy w zaangażowaną pracę tylko nad sukcesami tych, co „dobrze rokują”, niekiedy zaś w demoralizujący spektakl rozpoczynający się od słów „Macie tu piłkę. Pokopcie se”.

No i – zanim wygłoszę pochwałę szkolnego gimnastykowania się – wspomnę jeszcze o nieszczęsnym losie sportu, który miast kojarzyć się ze zdrowym stylem życia dostępnym dla każdego, kojarzy się z wyczynem osiąganym ze szkodą dla zdrowia. To nie ułatwia:

SPORTOWIEC MUTANT

Rys. Marek Raczkowski

Mimo wszystko jednak broniłbym tezy, że WF ze swoimi czterema godzinami w tygodniu (lub trzema w szkołach ponadgimnazjalnych), to może być perła w koronie, a nauczyciele tego przedmiotu powinni być dobierani przez dyrektorów szkół ze szczególną starannością. Mam cztery argumenty:

1. Na lekcjach WF dzieci uczą się współpracy w grupie. Intensywność tego nauczania bierze się stąd, że wynik widoczny jest szybko, ale i stąd, że towarzyszą mu angażujące emocje, i wreszcie z tego, że w sporcie uczymy się „duszą i ciałem”. Ważne i to, że role w grupie mogą porozkładać się nietypowo, inaczej, niż na lekcjach „ławkowych”, co pozwala doświadczać dzieciom róźnorodności interakcji. Dodam jeszcze, że dynamika lekcji pozwala nauczycielowi stosunkowo łatwo znaleźć czas na krótkie (co nie oznacza powierzchowne) omówienie z dzieciakami doświadczonego procesu grupowego.

2. Na lekcjach WF dzieci uczą się fair play, a przy tym kluczowej umiejętności radzenia sobie z sukcesem i porażką. Niekiedy najbardziej jesteśmy przegrani, gdy nie umiemy mądrze przeżywać zwycięstwa – to truizm. A uczciwość, męstwo albo troska o innego? Który inny przedmiot tak często nastręcza okazji, aby kultywować te zachowania? Owszem, oznacza to przesunięcie akcentu z nauczania zasad gry w siatkówkę na Zasady Gry w ogóle…

3. Na lekcjach WF dzieci uczą się kultury. To dziwny podział, że na polskim i historii jest kultura, a na WF zostaje tylko fizyczna. Skoro jednym z ważnych wymiarów naszej egzystencji jest sport i zabawa, to gdzie lepsze miejsce, żeby poznawać facynującą naturę homo ludens i jej kulturowe owoce? Na historii sztuki?

Breugel Starszy, Zabawy dziecięce, Muzeum w Wiedniu

Gdzie w wielokulturowych społecznościach dzieci najłatwiej zobaczą jedność i różnorodność ludzkiej cywilizacji? Gdzie poczują „długie trwanie” hołubione przez historyków albo gdzie zobaczą urodę tradycyjnych polskich sportów, takich jak pierścieniówka, palant czy kułajki? Nie przepadam za rozważaniami nad charakterem narodowym, ale i mi daje do myślenia uwaga Eugeniusza Piaseckiego, który w 1916 roku pisał (w Zabawy i gry ruchowe dzieci i młodzieży, ze źródeł dziejowych i ludoznawczych przeważnie rodzinnych i z tradycji ustnej ), że „gry danego narodu posiadają swoiste, jemu właściwe cechy i są jego niezaprzeczalną własnością”.

4. Podczas lekcji WF zatem – co jasno wynika z trzech pierwszych argumentów – rzeczywiście urzeczywistnienia się ideał kalokagathii, o ktorym często się mówi, ale jakoś nikt nie wierzy, że takie kultywowanie pojednanego piękna ducha i ciała w ogóle się powiedzie.

A ja wierzę, że nauczyciela WF, który będzie po trosze psychologiem, wychowawcą i etnologiem da się znaleźć (a na pewno da się ukształtować na jakiejś AWF – może zresztą ktoś to już robi?). Cóż zresztą mówię ukształtować na AWF?! Tak się może ukształtować sam nauczyciel z pomocą światłego dyrektora, który zainwestuje w przemianę „michałkowego” przedmiotu w prawdziwą perłę w koronie szkoły.

TOP